Zamknij oczy i wyobraź sobie, że cofasz się w czasie do lat 30-tych lub 40-tych XX wieku. Mieszkasz w Niemczech za czasów Hitlera i jesteś obywatelem III Rzeszy. Jednak bardzo nie podoba Ci się to, co robi totalitarna władza w tym państwie i chciałbyś coś zmienić. Jesteś więc niepoprawny politycznie, co powoduje, że zaczęły się Tobą interesować służby tego państwa, które są bardzo skuteczne w działaniu. Grozi Ci okrutne przesłuchanie w budynku Gestapo, a potem śmierć.
Albo popuśćmy nieco dalej wodze wyobraźni. Mieszkasz w Związku Radzieckim za czasów Stalina i jesteś obywatelem państwa sowieckiego. Nienawidzisz jednak ustroju komunistycznego i „chcąc nie chcąc” stajesz się „wrogiem ludu pracującego”. NKWD drepcze Ci po piętach. Jeśli Cię złapią to grozi Ci bestialskie śledztwo, tortury, a potem śmierć.
W obu powyższych przypadkach służby tych państw były niezwykle skuteczne w działaniu, mimo że posługiwały się środkami technicznymi, które z dzisiejszego punktu widzenia wydają się anachroniczne. W tamtych czasach nie było jeszcze bowiem takich nowoczesnych technologii, jakie mamy dzisiaj. Na szczęście, gdyby tylko bowiem te totalitarne reżimy dysponowały choćby częścią tych nowinek technicznych, które są dostępne obecnie, to byłyby wielokrotnie skuteczniejsze w działaniu.
Wyobraź sobie jednak, że służby ówczesnych totalitarnych reżimów takie jak np. Gestapo, Abwehra, KGB, GRU, NKWD, STASI, czy też nasze UB, dysponowały takimi nowoczesnymi technologiami, jakie choćby dziś mają organy naszego polskiego państwa (które przecież nie jest liderem światowym w dziedzinie nowinek technicznych)? Jak bardzo wzrosłaby wówczas skuteczność takich reżimów i jak trudno (o ile w ogóle możliwe) byłoby obalić taki totalitarny system?
Zapewne powiesz, że przesadzam! No bo przecież „nie można porównywać państw totalitarnych z XX wieku do „naszej demokracji” ”. No i „mamy już XXI wiek, żyjemy w środku Europy i jesteśmy członkami UE”! Czyżby? A Hitler to w jaki sposób doszedł do władzy w Niemczech? Przecież on właśnie wygrał demokratyczne wybory i w sposób całkowicie legalny został kanclerzem, a następnie zmienił prawo w tym państwie. Zresztą Niemcy to środek Europy, a nie jakaś „bananowa republika” trzeciego świata. Ponadto zauważ, że mówi się o „deficycie demokracji” w Europie, zaś władze wielu państw w tym „nowoczesnym” XXI wieku prawie w ogóle nie liczą się z wolą obywateli (byle tylko wygrać wybory).

Nowoczesne cyfrowe technologie w ręku państwa
W ciągu ostatnich kilku – może kilkunastu – lat zakres zmian wprowadzających rozmaite cyfrowe rozwiązania w prawie wszystkich możliwych dziedzinach naszego życia jest ogromny. Niestety, nikt nas nigdy o to nie pytał, czy wyrażamy na to zgodę. A szkoda, bo nasze państwo niestety idzie w coraz bardziej totalitarnym kierunku, zaś te nowoczesne technologie bez wątpienia mogą być (a jeśli mogą, to zapewne będą) wykorzystane przeciwko nam, czyli zwykłym obywatelom. Te wszystkie cyfrowe „nowinki” państwo wprowadza do naszego prawa niemalże z prędkością światła np. pod pretekstem bezpieczeństwa, wygody, czy też walki z terroryzmem. A jak słusznie zauważył Beniamin Franklin – „Gdy dla tymczasowego bezpieczeństwa zrezygnujemy z podstawowych wolności, nie będziemy mieli ani jednego, ani drugiego”.
Niestety, musimy zdać sobie sprawę z tego, że nowoczesne cyfrowe technologie w ręku państwa daje mu ogromną przewagę techniczną nad każdym z obywateli, zaś zwłaszcza w ostatnim czasie rządzący mają ma tendencję do nadużywania władzy w stosunku do nas. Namiastkę tego mieliśmy w tym roku w Kanadzie w czasie protestu kierowców ciężarówek, którzy przy sporym aplauzie i poparciu Kanadyjczyków przez wiele tygodni w sposób pokojowy protestowali przeciwko niedemokratycznym przymusom i obostrzeniom. Ostatecznie zostali spacyfikowani przez premiera, który bezprawnie zablokował i zagarnął środki pieniężne na rachunkach bankowych nie tylko uczestników protestów, lecz wszystkich osób, które wpłaciły choć dolara na rzecz protestujących.
Zresztą w dzisiejszych państwach nazywanych „demokratycznymi” obywatele w znacznym stopniu stracili już faktyczną kontrolę nad poczynaniami rządzących i obecnie władza ma ogromną przewagę finansową, technologiczną i prawną w stosunku do swoich obywateli (czytaj „poddanych”) i to oni jej podlegają, a nie odwrotnie.
Jeżeli zatem nie obudzimy się dzisiaj i nie zaprotestujemy przeciwko cyfrowemu przymusowi, to jutro możemy obudzić się w nowym, totalitarnym świecie, przy którym rzeczywistość stworzona przez Orwella, czy też Huxleya będą nam się wydawać dziecinną igraszką. O tym zaś, jak może w praktyce wyglądać nowy świat totalitaryzmu cyfrowego, przeczytasz tutaj.

Nowoczesne technologie cyfrowe TAK, ALE…
Na wstępie pragnę wyjaśnić, że osobiście nie jestem przeciwnikiem nowoczesnych rozwiązań technologicznych i cyfrowych, rozwoju techniki, czy też powstawania nowych wynalazków, które będą służyły dobru ludzkości. Wręcz przeciwnie – jestem ich gorącym zwolennikiem. Jednak tylko i wyłącznie pod pewnymi WARUNKAMI, które muszą zostać spełnione ŁĄCZNIE. Jak to warunki?
Po pierwsze, stosowanie tych cyfrowych rozwiązań przez lub wobec każdego obywatela powinno następować na zasadzie WOLNOŚCI wyboru dokonanego przez tą osobę i wyłącznie za jej wyraźną ZGODĄ. I tak przykładowo, każdy z nas powinien mieć prawo wyboru, czy chce płacić gotówką, kartą, czy też przelewem bankowym i nie może być zmuszany przez państwo do obligatoryjnego płacenia pieniądzem elektronicznym.
Pod drugie uważam, że państwo powinno mieć prawo do stosowania nowoczesnych technologii cyfrowych jedynie wtedy, gdy jest to NIEZBĘDNIE KONIECZNE i w minimalnym zakresie, gdyż przyznanie zbyt dużych uprawnień państwu wobec obywatela grozi tym, że państwo będzie ich nadużywać, co wielokrotnie przecież miało już miejsce. Nie widzę zatem powodu, aby np. przymusowo pobierać odciski palców od wszystkich obywateli, lecz jedynie od tych, którzy popełnili przestępstwo.
Pod trzecie, państwo powinno mieć prawo do używania nowoczesnych technologii cyfrowych tylko wówczas, gdy służy to DOBRU obywateli, a nie dlatego, że po prostu jest to wygodne dla państwa. Innymi słowy, jeżeli zastosowanie określonych technologii cyfrowej nie służy rzeczywistemu dobru obywateli, to państwo nie może jej stosować.
Po czwarte, nowoczesne technologie cyfrowe powinny być stosowanie OBOK rozwiązań tradycyjnych. Innymi słowy, powinny je UZUPEŁNIAĆ, a nie zastępować. I tak przykładowo, uważam że określony rejestr publiczny pełniący istotną funkcję dla społeczeństwa w wypadku awarii systemów informatycznych, blackout’u, braku elektryczności, klęski żywiołowej, ataków hakerskich, czy też wojny powinien mieć zarówno formę papierową, jak też i cyfrową. Co więcej, to forma papierowa powinna być pierwsza pod względem prawnym, zaś cyfrowa powinna mieć jedynie charakter uzupełniający, a nie odwrotnie.

Jak wygląda stopniowe wprowadzanie przez państwo cyfrowych rozwiązań?
Niestety, państwo nie stosuje się do wymienionych powyżej przeze mnie warunków zastosowania określonych technologii cyfrowych, ale w ostatnim czasie – nie pytając obywateli o zgodę – nieomalże „w tempie Formuły 1” uchwala rozmaite rozwiązania cyfrowe, które nie tylko nie służą dobru obywateli, lecz często są z nim sprzeczne. Idziemy zatem w kierunku – jak ja to określam – TOTALITARYZMU CYFROWEGO państwa, skierowanego przeciwko obywatelowi. Jak zatem cyfrowe państwo wprowadzane jest – niczym zdradziecki cios w plecy – do naszego życia? Oto jedynie kilka przykładów (których jest, niestety, znacznie więcej):
1) Stopniowa likwidacja gotówki, przymus płacenia w formie elektronicznej i wprowadzanie tzw. cyfrowej waluty banków centralnych (CBDC)
Ponieważ nasze życie toczy się wokół pieniędzy, zaś jednym z głównych wyznaczników wolności jest wolność finansowa, dlatego też od nich zaczynam. Niestety w ciągu ostatnich kilku lat znacznie przyśpieszył proces stopniowej likwidacji gotówki i zmuszania nas do płacenia w formie elektronicznej, tj. kartą, smartfonem, przelewem, czy też BLIK-iem.
Musimy mieć świadomość, że eliminacja gotówki prowadzi bowiem m.in. do:
a) wyłączenia anonimowości naszych transakcji,
b) umożliwienia państwu i bankom totalnej inwigilacji naszych przychodów i wydatków (gdyż żaden z nich nie ujdzie ich uwadze),
c) ryzyka utraty naszych pieniędzy w razie wybuchu jakiegokolwiek kryzysu finansowego, krachu na giełdzie, czy też wojny,
d) pozbawienia nas środków do życia w przypadku awarii systemów bankowości elektronicznej (lub choćby braku dostępu do prądu, czy też rozładowania się smartfona),
e) uniemożliwienia ochrony wartości naszych pieniędzy w razie wywołania inflacji przez państwo lub RPP,
f) uniemożliwienia obrony naszych pieniędzy przed automatycznym opodatkowaniem, i to co do każdego grosza (zwłaszcza gdy władzy zabraknie pieniędzy na swoje najrozmaitsze „genialne” pomysły, wydatki i rozdawnicze projekty),
g) a przede wszystkim do odebrania nam wolności, gdyż człowiek bez gotówki staje się „zakładnikiem” państwa, zdanym na jego łaskę (bądź niełaskę).

O eliminacji gotówki wielokrotnie już pisałem, i to nie tylko na łamach tego bloga, dlatego też nie chcę się powtarzać i serdecznie zapraszam Cię do przeczytania któregokolwiek z tych artykułów:
– „Dlaczego warto płacić gotówką i ograniczyć korzystanie z karty?” – czytaj,
– „Polski Ład – kolejny etap likwidacji gotówki – czytaj,
– „Czy grozi nam likwidacja gotówki?” – czytaj .
Jeżeli zatem teoretycznie gotówka zostałaby zlikwidowana (do czego w żadnym wypadku nie możemy dopuścić), to co miałoby zostać wprowadzone w jej miejsce? Otóż banki centralne i rządy w większości państw świata pracują nad wprowadzeniem w miejsce gotówki tzw. CBDC, czyli waluty cyfrowej banków centralnych (z ang. – Central Bank Digital Currency).
Wielu z Was zapewne nie słyszała jeszcze o CBDC. Tymczasem waluta cyfrowa banków centralnych już obowiązuje w kilku państwach świata, zaś – jak wynika z badań Banku Rozrachunków Międzynarodowych z siedzibą w Bazylei – pod koniec 2020r. aż 86% spośród 65 ankietowanych banków centralnych na świecie zaangażowanych było w badania nad emisją CBDC.
Czym w ogóle jest CBDC? Zgodnie z definicją Międzynarodowego Funduszu Walutowego – CBDC to nowa forma pieniądza, emitowana cyfrowo przez bank centralny po to, aby służyć jako legalny środek płatniczy.
Najniebezpieczniejszą zaś formą CBDC jest tzw. pieniądz czasowy, który polega na tym, że jest to cyfrowa waluta mająca określoną „datę ważności”, co oznacza, że do tej daty można nią w pełni płacić (regulować zobowiązania), zaś po tej dacie przestaje ona istnieć. Tym samym posiadacz takiego cyfrowego pieniądza jest niejako „zmuszony” do tego, aby go wydać przed upływem tej „daty ważności”.
Dodam, że waluty cyfrowe banków centralnych (CBDC) są bardzo niebezpieczne m.in. z tego względu, że:
a) CBDC oznacza pozbawienie nas wolności i wprowadzenie swoistego totalitaryzmu, gdyż państwo i system bankowy będą wiedzieć o Tobie wszystko i będą mogły to przeciwko Tobie wykorzystać,
b) CBDC będzie prawdopodobnie można tworzyć („drukować”) bez żadnych ograniczeń,
c) CBDC może być swoistą „nagrodą” dla wybranych obywateli uległych wobec aktualnej opcji rządzącej, a jednocześnie osoby niewygodne dla władzy mogą być „ukarane” za swoją postawę, tj. pozbawione dostępu do CBDC (który będzie jedynym pieniądzem, gdyż już nie będzie gotówki), a tym samym pozbawione środków do życia,
d) CBDC w formie pieniądza czasowego to „okradanie” obywateli, gdyż powoduje to, że po upływie daty ważności obywatel zostaje nieodwracalnie pozbawiony wyrażonej w tym pieniądzu wartości pieniężnej, na którą przecież już zapracował,
e) CBDC w formie pieniądza czasowego powoduje, że nie opłaca się oszczędzać,
f) CBDC w formie pieniądza czasowego przyśpieszy inflację, czyli ukryty podatek państwa (a tym samym zmniejszy wartość naszego majątku),
g) CBDC w formie pieniądza czasowego wzmaga konsumpcjonizm, gdyż kupujesz „na siłę” rzeczy, których nie potrzebujesz, tylko po to, aby nie „stracić” wartości wyrażonej w pieniądzu, który wkrótce zniknie,
h) CBDC (zwłaszcza w formie pieniądza czasowego) to swoisty „skok na kasę” przez rządzących, czyli na dłuższą metę pozbawianie własności ludzi i niszczenie majątku klasy średniej (o klasie średniej przeczytasz tutaj),
Więcej na temat CBDC w wersji cyfrowej waluty z datą ważności (tzw. pieniądza czasowego) napisałem w bardzo już popularnym odcinku tego bloga pt. „Czy grozi nam pieniądz czasowy? 8 powodów, dlaczego cyfrowy pieniądz z datą ważności to bardzo niebezpieczne rozwiązanie” – czytaj.
Ponadto, polecam Ci także mój artykuł pt.: „CBDC. Dlaczego bankom centralnym tak bardzo zależy na wprowadzeniu waluty cyfrowej?” – czytaj.

2) Przymus pobierania odcisków palców na dowodach osobistych i na paszportach
Linie papilarne ludzi są to niepowtarzalne, niezmienne i nieusuwalne układy bruzd skórnych, które mogą służyć tzw. identyfikacji daktyloskopijnej. Z tego względu są one czymś bardzo indywidualnym, a nawet – jak bym to określił – intymnym i należy je chronić.
Uważam, że państwo powinno przymusowo pobierać odciski palców od osób prawomocnie skazanych wyrokiem sądu karnego za przestępstwa, a także od osób podejrzanych o ich popełnienie (gdy np. sprawca zostawił odciski palców na miejscu zbrodni). Jest to dla mnie rzecz oczywista, która nie budzi wątpliwości.
Jednak nie widzę żadnego powodu, aby państwu dawać prawo do przymusowego pobierania odcisków palców od każdego obywatela. Jest to zbyt daleko idąca ingerencja w naszą wolność i sferę prywatną, a także zbyt duże i niebezpieczne uprawnienie dla organów władzy, które może być wykorzystane przeciwko nam.
Tymczasem samo państwo przyznało sobie takie prawo w przypadku każdej osoby, która ubiega się o paszport lub dowód osobisty, co jest już zdecydowaną przesadą.
I tak, zgodnie z art. 29c ustawy z 6.08.2010r. o dowodach osobistych (t.j. Dz.U. z 2022r. poz. 671) – Podczas składania wniosku o wydanie dowodu osobistego pobiera się odciski palców od osoby ubiegającej się o wydanie dowodu osobistego, z wyłączeniem osób, które nie ukończyły 12. roku życia, a także tych, od której pobranie odcisków palców jest fizycznie niemożliwe.

Dodam, że dowody osobiste zawierające odciski palców to sytuacja stosunkowo świeża, powstała na skutek nowej procedury wydawania tych dokumentów tożsamości wprowadzonej ustawą z dnia 14.04.2021 r. o zmianie ustawy o dowodach osobistych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2021 r., poz. 1000).
Podobnie zresztą dzieje się w przypadku wniosku o paszport, gdyż władza pobiera od nas dane biometryczne, czyli wizerunek twarzy i odciski palców umieszczone w dokumentach paszportowych w formie elektronicznej (art. 2 ust. 1 ustawy z 13.07.2006 r. o dokumentach paszportowych). Jednak odbitki linii papilarnych są pobierane w Polsce przy składaniu wniosku o wydanie paszportu już od nieco dłuższego czasu, bo od dnia 29 czerwca 2009 roku.
O ile jednak posiadanie paszportu nie jest obowiązkowe (choć według mnie warto – a nawet trzeba – go mieć), o tyle posiadanie dowodu osobistego jest nie tylko obligatoryjne, lecz także niezbędne do codziennego życia (w Polsce nie załatwimy żadnej oficjalnej sprawy bez dowodu osobistego). Tym samym został na nas nałożony przymus przekazywania państwu naszych odcisków palców bez naszej zgody.
Gwoli uczciwości dodam jedynie, że wprowadzenie dowodów osobistych zawierających odciski palców nie jest wymysłem naszego rządu, lecz wynikiem implementacji przepisów Unii Europejskiej, tj. rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1157 z 20.6.2019 r. w sprawie poprawy zabezpieczeń dowodów osobistych obywateli Unii i dokumentów pobytowych wydawanych obywatelom Unii i członkom ich rodzin korzystającym z prawa do swobodnego przemieszczania się (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 188 s.67).
Regulacje prawa UE rzekomo mają bowiem na celu wyeliminowanie ryzyka fałszowania dowodów osobistych oraz zapobieganie potencjalnym przestępstwom przeciwko wiarygodności dokumentów. Co istotne, oprócz odcisków palców, które będą uwidocznione w warstwie elektronicznej, każdy dokument tożsamości będzie zawierał także własnoręczny podpis właściciela w warstwie graficznej.
Jednak prawo Unii Europejskiej nie jest dla mnie wystarczającym wytłumaczeniem dla tak daleko idącego uprawnienia nie tylko dla Państwa Polskiego, lecz także dodatkowo dla wszystkich innych państw będących członkami UE, na co nigdy nie wyrażaliśmy zgody.

3) Rejestracja kart SIM
Przez wiele lat było tak, że można było kupić numer telefonu albo na abonament (i wówczas operator telekomunikacyjny znał nasze dane, gdyż przy podpisywaniu umowy pokazywaliśmy mu nasz dowód osobisty do celów jej zawarcia) albo też na tzw. kartę pre-paid, czyli kartę przedpłaconą (i wówczas mogliśmy uzyskiwać numer telefonu anonimowo).
Wyglądało to w ten sposób, że każdy mógł zupełnie anonimowo nabyć kartę SIM do telefonu komórkowego. Wystarczyło wybrać się do sklepu lub kiosku i kupić za parę złotych starter którejkolwiek z sieci telefonii komórkowej. Wybór był bogaty, a wiele osób wolało taką opcję, gdyż nie musiało zawierać umów np. na 2-3 lata i zobowiązywać się do stałego opłacania abonamentu.
Uważam, że było to bardzo dobre i wygodne rozwiązanie. Jednak politykom w jakiś sposób to przeszkadzało i pod pozorem rzekomej „walki z terroryzmem, przestępczością i praniem brudnych pieniędzy” zlikwidowano tę możliwość.
I tak, w dniu 25 lipca 2016r. w Polsce weszły w życie przepisy ustawy o działaniach antyterrorystycznych, które zobowiązały każdego do podania swoich danych przy zakupie kart pre-paid do telefonów komórkowych. Nałożono też na sprzedawców obowiązek weryfikacja tożsamości kupujących. Kupujący od tego momentu musiał już podać swoje imię, nazwisko i PESEL lub serię i numer dowodu osobistego. Natomiast cudzoziemcy musieli podać numer paszportu albo karty pobytu. Natomiast gdy zestaw startowy na kartę nabywał przedsiębiorca na firmę zobowiązany był podać nazwę firmy i NIP, REGON lub KRS.

Ponadto, numery telefonu na kartę kupione przed wejściem w życie tego przepisu, tj. przed 25 lipca 2016r. trzeba było obowiązkowo zarejestrować do dnia 1 lutego 2017r. Jeśli ktoś tego nie zrobił do tego dnia to jego numer został wyłączony.
Tak więc od dnia 2 lutego 2017r. wszystkie numery telefonów u polskich operatorów komórkowych nie są już anonimowe, zaś władza ma dostęp do tych danych.
Osobiście uważam, że likwidacja możliwości nabycia kart pre-paid bez ich rejestracji narusza nasze konstytucyjne prawo do prywatności, gdyż każdemu z nas przysługuje prawo do anonimowego komunikowania się. Moim zdaniem, możliwość takiego komunikowania się jest istotna również dla uczciwych obywateli. Co więcej, istnieją profesje, kiedy anonimowe komunikowanie się jest wręcz konieczne ze względu na szczególny zawód lub też obowiązek zachowania tajemnicy, tj. np. dla adwokatów, radców prawnych, lekarzy, dziennikarzy, informatorów dziennikarskich, w transakcjach handlowych, czy też w wielu innych prywatnych sprawach.
Ponadto, obligatoryjna rejestracja kart pre-paid podważa zaufanie do państwa i powoduje obawę, że rządzący mają możliwość nadużywania tych uprawnień np. do inwigilacji i śledzenia niewygodnych dla władzy osób, co jednocześnie ogranicza nasze prawo do wolności słowa i sumienia.
Pragnę także zauważyć, iż takie rozwiązanie nie jest powszechne na świecie. Istnieje wiele krajów w Europie i na innych kontynentach, gdzie można nabyć kartę pre-paid bez pokazywana dowodu osobistego lub paszportu, np. w Czechach, w Wielkiej Brytanii, na Litwie, w Szwecji i wielu innych.
Co więcej, na rozmaitych portalach aukcyjnych w Polsce już za kilkanaście do kilkudziesięciu złotych można kupić taką zagraniczną kartę SIM, która nie wymaga rejestracji i można z niej korzystać całkowicie anonimowo w Polsce, Europie i na całym świecie.
Uważam, iż koszt likwidacji możliwości anonimowego nabycia karty SIM jest zbyt wysoki, gdyż jest nim nasza prywatność i możliwość korzystania z telefonu komórkowego bez ujawniania swojej tożsamości, zaś służby specjalne w Polsce mają tak wiele uprawnień i innych możliwości technicznych, iż bez tego spokojnie mogą sobie poradzić w walce z przestępczością i terroryzmem (który praktycznie w Polsce nie istnieje).

4) Obowiązek zainstalowania na swoim smartfonie aplikacji śledzącej „Kwarantanna domowa”
Moim zdaniem, bardzo jaskrawym naruszeniem naszych praw i wolności obywatelskich jest ciągle istniejący w polskim prawie (i nagminnie nadużywany w ostatnim roku) obowiązek zainstalowania na swoim smartfonie aplikacji „Kwarantanna domowa” wobec osoby, która podlega obowiązkowej kwarantannie w związku z podejrzeniem zakażenia wirusem, o którym jest głośno od 2020r. Opisywany obowiązek wynika wprost z treści art. 7e ustawy z dnia 2 marca 2020 r. (t.j. Dz.U. z 2021r., poz. 2095).
Aplikacja ta to specjalne oprogramowanie „szpiegujące” powstałe na zamówienie państwa i służące do potwierdzania realizacji obowiązku przestrzegania kwarantanny, które ma na celu potwierdzenia realizacji tego obowiązku.
Co gorsze, zainstalowanie tej aplikacji na swoim własnym urządzeniu mobilnym nie jest dobrowolne, lecz jest prawnym obowiązkiem takiej osoby. Dodać należy, iż dotyczyć to może osoby całkowicie zdrowej, wobec której państwo sobie jedynie „założyło” w przepisach prawnych, że osoba taka musi podlegać kwarantannie (np. gdy ktoś zdrowy przyjechał z zagranicy).
Obowiązek zainstalowania tej aplikacji to jedno, jednak ważniejsze jest to, że związany jest z tym praktyczne pozbawienie wolności, zaś sama aplikacja na telefon ma służyć jedynie śledzeniu tej osoby i kontrolowaniu, czy się z tego obowiązku wywiązuje. Nakaz przebywania w domu np. przez okres 14 dni jest bowiem niczym innym jak tylko pozbawieniem wolności danej osoby bez żadnego wyroku sądowego, lecz na podstawie swobodnej decyzji zależnego od władzy urzędnika. Jest to według mnie niedopuszczalne. Co najgorsze, jeśli osoba, która „miała pecha” zostać zobowiązana do takiej kwarantanny i na przykład wyszła z domu na 2 minuty, aby wyrzucić śmieci (co jest oczywistym prawem i obowiązkiem zdroworozsądkowego człowieka), to urząd ten potrafił nałożyć za to na taką osobę karę grzywny, następnie podtrzymaną przez sąd (np. patrz: Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego siedziba we Wrocławiu z dnia 20 kwietnia 2021 r. IV SA/Wr 472/20).

Jeżeli zaś ktoś ma urządzenie starszego typu, które nie współpracuje z aplikacją (stare telefony komórkowe nie będące smartfonami) lub w ogóle nie posiada telefonu to wprawdzie jest z tego obowiązku zwolniony, ale za to musi obowiązkowo złożyć oświadczenie – pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia – że nie posiada takiego urządzenia, aby zainstalować tę aplikację.
Natomiast w regulaminie aplikacji „Kwarantanna domowa” jest napisane, że zbiera ona następujące dane: 1) ID obywatela, 2) imię i nazwisko, 3) numer telefonu, 4) deklarowane miejsce (adres) pobytu, 5) zdjęcie, 6) lokalizacja tej osoby, 7) data końcowa kwarantanny.
Jednak po przeanalizowaniu uprawnień tego programu przy jego ściąganiu okazuje się, że aplikacja ta ma większe możliwości, które polegają m.in. na:
1) zdefiniowanie sieci internetowej (np. WiFi), do której podłączony jest telefon obywatela,
2) dostęp do pamięci telefonu obywatela,
3) identyfikator telefonu oraz informacja o połączeniach,
4) dostęp aplikacji do aparatu w telefonie, mikrofonu i latarki,
5) możliwość odczytu lokalizacji.
Co ciekawe, stosowanie do treści § 9 pkt 11 Regulaminu aplikacji „Kwarantanna domowa” – te dane przechowywane są przez ministra właściwego do spraw informatyzacji przez okres aż 6 lat.
Istotnym jest także, iż zgodnie z publicznie dostępnymi informacjami – kod źródłowy tworzonego przecież w pośpiechu programu „Kwarantanna domowa” nie jest zamknięty, czyli obywatel nie ma możliwości sprawdzenia podawanych informacji o tej aplikacji, jej sposobie działania czy też po prostu przesłania propozycji lepszych rozwiązań.
Na koniec dodam, że według § 9 ust. 4 regulaminu tej aplikacji – dostęp do danych gromadzonych w „Kwarantannie domowej” mają: Komenda Główna Policji, Wojewódzkie Komendy Policji, wojewodowie, Centralny Ośrodek Informatyki, Take Task S.A. oraz Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia.

5) Wgląd fiskusa w nasze konta bankowe – koniec tajemnicy bankowej
Tzw. Nowy Ład to pułapka na ludzi, gdyż przy okazji tego „bubla prawnego” przy okazji „przepchnięto” szereg przepisów, które nie maja nic wspólnego z systemem podatkowym. I tak przykładowo – do tej pory fiskus mógł żądać od banków informacji objętych tajemnicą bankową dopiero po postawieniu podatnikowi odpowiednich zarzutów np. karnych. Jednak od dnia 01 lipca 2022 r. skarbówka może sprawdzać nasze konta bankowe prawie bez żadnych ograniczeń – już na etapie postępowania w sprawie (tzn. w fazie in rem – zamiast w fazie in personam). Tym samym zyskała uprawnienia większe niż prokuratorzy, zaś tajemnica bankowa stała się praktycznie fikcją.
W tym przypadku chodzi konkretnie o dane dotyczące np. liczby posiadanych przez daną osobę rachunków bankowych, obrotów i stanów tych kont, dokładnych kwot i dat poszczególnych wpłat lub wypłat. Ponadto, żądanie ujawnienia danych o czyimś koncie może dotyczyć nie tylko właścicieli, ale także pełnomocników do rachunku.
Wszystko przez to, że w jednym z przepisów słowo: „podejrzany” niby przypadkiem zastąpiono słowem: „osoba fizyczna” (którą jest każdy z nas). Do tej pory bank miał obowiązek przekazania skarbówce informacji o rachunku bankowym „osoby podejrzanej”, natomiast od dnia o1 lipca 2022 r. dotyczy to „osoby fizycznej” (każdej). Znacząco poszerza to zakres nie tylko kompetencji organów skarbowych, ale przede wszystkim zakres ingerencji w strefę prywatności obywateli. Co ciekawe, obywatel o takim „sprawdzeniu” nie będzie nawet informowany.
Innymi słowy, do tej pory informacje przekazywane przez banki mogły dotyczyć tylko i wyłącznie „podejrzanego”, zaś żądanie fiskusa obowiązkowo musiało być związane z już prowadzonym postępowaniem przygotowawczym. Jednak w czasie prac nad „Polskim Ładem” usunięto słowo „podejrzany”. Co ciekawe, w uzasadnieniu zmian do ustawy o KAS brak jest wyjaśnienia, dlaczego przepis ten zmieniono i jakim celom to ma służyć.
Ponadto, poszerzony został katalog podmiotów, które mają prawo do żądania ujawnienia takich informacji. Wcześniej mógł wystąpić o to szef Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) i naczelnik urzędu celno-skarbowego. Od 1 lipca 2022 r. o takie informacje mogą też wystąpić wszyscy naczelnicy urzędów skarbowych.
Stwierdzić jednak należy, iż uprawnienia organów podatkowych już wcześniej i tak były bardzo duże i pozwalały skutecznie walczyć z nadużyciami, a zatem nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienie dla kolejnego ich rozszerzania.

6) Obowiązek przechowywania danych telekomunikacyjnych przez operatorów
Nie każdy wie, iż według polskiego prawa każdy operator publicznej sieci telekomunikacyjnej oraz dostawca publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych (np. firma telefonii komórkowej) jest prawnie zobowiązany przechowywać tzw. dane telekomunikacyjne generowane w sieci telekomunikacyjnej na terytorium Polski, przez okres 12 miesięcy, licząc od dnia połączenia lub nieudanej próby połączenia, a także udostępniać te dane uprawnionym podmiotom państwa (np. organom ścigania, służbom specjalnym, itp.) oraz sądowi i prokuratorowi (art. 180 a ustawy z 16.07.2004r. prawo telekomunikacyjne, Dz.U. Nr 171, poz. 1800).
Chodzi tu m.in. o przechowywanie takich danych jak np. ustalenie zakończenia sieci, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego i użytkownika końcowego inicjującego połączenie (dzwoniącego) oraz do którego kierowane jest połączenie (odbierającego telefon); a także daty i godziny połączenia oraz czasu jego trwania, rodzaju połączenia i lokalizacji telekomunikacyjnego urządzenia końcowego (tj. telefonu).
Co ciekawe, wprawdzie taki obowiązek nałożony został na firmy telekomunikacyjne, gdyż te wszystkie dane zbierane są na potrzeby państwa, ale firmy te mają to robić na własny koszt (za co my płacimy w większych rachunkach za telefon, gdyż jest to bardzo kosztowne). Po tym okresie 12 miesięcy te dane powinny zostać zniszczone.
Warto jednak zauważyć, że obowiązek ten nie dotyczy treści samego przekazu telekomunikacyjnego, czyli treści rozmów telefonicznych i innych informacji przekazywanych za pomocą sieci telekomunikacyjnych. Zgodnie bowiem z art. 180a ust. 6 prawa telekomunikacyjnego – firma taka ma wykonać ten obowiązek (tzw. obowiązek retencji) tak, aby nie ujawnić przekazu telekomunikacyjnego. Dodam, że chodzi tu nie tylko o ujawnianie treści osobom trzecim, lecz także o zapoznawania się z treściami tych rozmów przez operatora telekomunikacyjnego lub uprawnione organy. Ponadto, nie jest także zgodne z prawem zbieranie treści SMS-ów, treści zawartych w wiadomościach e-mail, komunikatorach internetowych i innych przekazach tekstowych. Czy jednak w rzeczywistości do tego się stosują, tego już nie wiemy.

7) Przymus tzw. kas fiskalnych online oraz obowiązek ich integracji z terminalami płatniczymi
System fiskalny w Polsce domyka się. Jeszcze do niedawna przedsiębiorcy musieli posiadać tradycyjne kasy fiskalne, tj. z elektroniczną kopią paragonu. Jednak pomimo tego, że kasy te prawidłowo funkcjonowały i były bardzo dobre, coraz bardziej inwigilujące ludzi państwo polskie postanowiło „dokręcić śrubę” naszym firmom i nałożyło na nich obowiązek nabycia tzw. kas fiskalnych online, które muszą być przez całą dobę podłączone do internetu i raportują do Ministerstwa Finansów określone informacje (co jest sprzeczne z ekologią, gdyż wymaga ogromnego zużycia prądu na skalę kraju z tego powodu). Kasy fiskalne online funkcjonują więc w Polsce od maja 2019 r., zaś przedstawiciele poszczególnych branż zobowiązani zostali w latach 2019-2021 do wymiany tradycyjnych kas na te online.
Celem kasy fiskalnej online – oprócz rejestrowania sprzedaży i emitowania raportów – jest bowiem przekazywanie szeregu danych w sposób stały, ciągły i automatyczny do Centralnego Repozytorium Kas, który jest zaawansowanym system teleinformatycznym prowadzonym przez szefa Krajowej Administracji Skarbowej.
Jednak to jeszcze nie „wystarczyło” naszemu „opresyjnemu” państwu. Zgodnie bowiem z wymogami nowelizacji ustawy z dnia 6 marca 2018r. – Prawo przedsiębiorców i wprowadzoną na mocy ustawy z dnia 29 października 2021 r. zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw – od dnia 1 lipca 2022 r. przedsiębiorcy zostali zobowiązani do zapewnienia współpracy kas rejestrujących online z terminalami płatniczymi (tj. płatność kartą), zgodnie z wymaganiami technicznymi dla kas rejestrujących.
Jednak z uwagi na wskazywane przez przedsiębiorców problemy techniczne, Minister Finansów jedynie czasowo odroczył termin obowiązku integracji kas rejestrujących online z terminalami płatniczymi. Co ważne, odroczenie ustalonego obowiązku do końca 2024 r. oznacza jedynie, że w tym okresie nie będą stosowane wobec przedsiębiorców kary pieniężne w wysokości 5.000 zł za posiadanie niezintegrowanych urządzeń, jednak sam ten obowiązek pozostał.
Osobiście uważam, że jeśli dany przedsiębiorca ma ochotę zintegrować swoją kasę fiskalną z terminalem płatniczym (np. dlatego, że mu się to opłaca, bo ma dużo klientów płacących kartą płatniczą) to jak najbardziej powinien mieć taką możliwość, jednak zmuszanie firm do przymusowego zapewnienia integracji kasy fiskalnej z terminalem płatniczym (za co firmy muszą płacić określoną prowizję na rzecz korporacji z rynku urządzeń płatniczych) narusza naszą wolność, jest grubym nadużyciem i elementem coraz większej kontroli państwa nad obywatelami.

8) Likwidacja opcji płacenia gotówką za autostradę i możliwość śledzenia każdego pojazdu na autostradzie
Do końca listopada mieliśmy możliwość zapłaty gotówką za przejazd autostradą na tzw. bramkach. Podstawową ich zaletą było to, że kierowca nie musiał posiadać żadnych urządzeń elektronicznych. Aby zapłacić za autostradę, nie musiał więc nic instalować w smartfonie czy w samochodzie i nie musiał też wcześniej zaplanować trasy. Po prostu, gdy tylko pojawił się punkt poboru opłat, na którym postanowił opuścić autostradę zatrzymywał się, płacił i mógł jechać dalej. Minusem tego rozwiązania było to, że tworzyły się korki na tzw. bramkach. Uważam jednak, że na każdym zjeździe z autostrady powinna zostać jedna bramka dla chętnych, którzy woleliby w ten sposób skorzystać z autostrady. Każdy kierowca powinien mieć więc WYBÓR. Obecność jednej bramki „dla chętnych” nie wykluczałaby przecież płatności elektronicznych dostępnych dla innych kierowców, którzy woleliby taką opcję.
Jednak od dnia 1 grudnia 2021 r. na dwóch państwowych odcinkach autostrad za przejazd możemy płacić za autostradę wyłącznie w sposób elektroniczny poprzez tzw. system e-TOLL, który w znakomity sposób śledzi każdy pojazd na autostradzie. Aby bowiem móc skorzystać z systemu e-TOLL, trzeba wcześniej zainstalować aplikację na telefon, mieć lokalizator w pojeździe (ZSL) lub urządzenie pokładowe (OBU) z nowym systemem, zaś kierowcy aut ciężarowych (powyżej 3,5 t) muszą korzystać z systemu e-TOLL.

9) Aplikacja „mObywatel”
Dopóty, dopóki aplikacja „mObywatel” na naszych smartfonach będzie jedynie możliwą opcją na zasadzie wolności wyboru danej osoby (tak jest obecnie), nie mam nic przeciwko jej istnieniu (wyłącznie dla chętnych). Jednak wydaje mi się, że nasze państwo będzie próbowało stopniowo „przymuszać” obywateli do jej zainstalowania, jak to miało miejsce w przypadku aplikacji „Kwarantanna domowa”, na co w żadnym wypadku nie możemy się zgodzić. Nie mamy przecież obowiązku posiadania smartfona, ani też nie musimy akceptować tego oprogramowania.
Zauważ bowiem, że w tej aplikacji już jest lub wkrótce będzie znajdował się nasz portfel z dokumentami (dowód osobisty, prawo jazdy) śledzenie naszych spraw urzędowych, powiadomienia o korespondencji urzędowej. Ponadto, jak planuje nasz rząd – mObywatel będzie zintegrowany z rejestrami takimi jak np.: Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej (CEIDG), Krajowy Rejestr Sądowy (KRS), Rejestry Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Rejestr Komorników i Notariuszy, a ponadto mObywatel będzie korzystał ze zintegrowanego systemu e-Płatności.
Uważam, że mimo pozornych korzyści dla nas jako obywateli, aplikacja ta stanowi ogromną bazę informacji w jednym miejscu dla rządzących, co rodzi podejrzenia co do możliwości nadużyć ze strony władzy.

10) Planowane utworzenie gigantycznej bazy danych łączącej informacje z prawie wszystkich możliwych rejestrów
Jak donosi internetowe wydanie serwisu Gazeta Prawna w artykule z dnia 4 kwietnia 2022r. pt.: ”Orwell po polsku. Rząd pracuje nad megabazą. „Potencjał do nadużyć” ” – „Zwykłym rozporządzeniem planuje się w Polsce utworzenie gigantycznej bazy danych, łączącej informacje z prawie wszystkich możliwych rejestrów. Państwo będzie wiedzieć o obywatelach wszystko. Ile zarabiamy, na co chorujemy, jakiego jesteśmy wyznania, jakie mamy wykształcenie, czy leczyliśmy się psychiatrycznie – każdą z tych informacji można wydobyć z publicznego rejestru. Nie są one połączone. To jednak ma się zmienić za sprawą zintegrowanej platformy analitycznej, której utworzenie planuje rząd. Będzie w niej można agregować informacje z prawie wszystkich publicznych baz danych (patrz: grafika). Ma na to pozwolić zwykłe rozporządzenie wykonawcze, którego projekt przygotował minister cyfryzacji […]. Chodzi o zintegrowaną platformę analityczną, w której łączone będą informacje zbierane przez GUS, ZUS czy NFZ z danymi z bazy PESEL czy Krajowej Ewidencji Podatników” – czytaj.

Książka o cyfrowym zniewoleniu
Chcąc lepiej zrozumieć ten fascynujący, a jednocześnie niepokojący fenomen, serdecznie zapraszam Was więc do sięgnięcia po moją najnowszą książkę pt. „Stop CBDC. Czy grożą nam cyfrowe waluty zniewolenia ludzkości?”.

Jest to pierwsza publikacja polskiego autora na temat CBDC. Książka ta w sposób przystępny i kompleksowy omawia wszystkie kluczowe aspekty związane z cyfrowymi walutami. Informacje na jej temat znajdziecie na specjalnie dedykowanej w tym celu stronie internetowej:
Podsumowanie
Nowoczesne rozwiązania technologiczne i cyfrowe są ważne i potrzebne. Muszą one jednak służyć dobru ludzkości, a nie być stosowane dla ułatwienia władzy kontroli nad ludźmi. Rządzący powinni także bezwzględnie zastosować się do opisanych przeze mnie wcześniej warunków możliwości używania tych technologii. Jednak już teraz nasze władze posiadają uprawnienia względem nas wszystkich w zakresie o wiele większym niż jest to w rzeczywistości niezbędne. Wymknęło się to już spod kontroli i toczy się to coraz szybciej w niekorzystnym dla nas kierunku.
Ogromny obecnie zakres danych posiadanych przez państwo już teraz rodzi możliwość nadużycia władzy i wykorzystania jej przeciwko obywatelom. Nie mamy niestety gwarancji, że rządzący nie wykorzystają posiadanych informacji do własnych celów. Ta omnipotencja rządu w zbieraniu danych o nas przy użyciu nowoczesnych technologii staje się niestety coraz bardziej niepokojąca, a nawet zatrważająca. Powinniśmy zatem naciskać władzę, aby wycofała się z tak daleko idących uprawnień, które naruszają (bądź nawet jedynie potencjalnie mogą naruszać) naszą wolność.
Powinniśmy także pamiętać o art. 51 ust. 2 Konstytucji RP, który stanowi, że władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.
Na zakończenie – abyśmy mogli lepiej zrozumieć istotę zagrożenia – polecam wszystkim ponownie przeczytać obowiązkową niegdyś w szkołach lekturę powieści George’a Orwella pt. „Rok 1984”.
Jeśli zaś chcesz podzielić z wszystkimi innymi czytelnikami kolejnymi przykładami „totalitaryzmu cyfrowego” państwa to zachęcam Cię do opisania tego w komentarzu do artykułu.

Postaw mi kawę
Na zakończenie ma do Ciebie prośbę. W prowadzenie tego bloga i podcastu wkładam sporo serca i czasu. Treści te są dostępne za darmo, a przygotowując je zazwyczaj popijam kawę (uwielbiam kawę!). Jeśli uważasz je za wartościowe, a chcesz wesprzeć moją działalność w internecie, to… możesz mi postawić wirtualną kawę! 🙂
Odbywa się to za pomocą platformy Buy coffee.to.
Szczegóły znajdziesz w linku poniżej.
Klikając w ten link przejdziesz do mojego profilu, gdzie w prosty sposób możesz postawić mi kawę.

Jeżeli podoba Ci się idea niniejszego bloga to proszę o jego udostępnienie, polubienie lub skomentowanie – dzięki temu ma on szanse dotarcia do szerszego kręgu odbiorów, a być może wśród nich są osoby, które bardzo potrzebują zawartych w nim informacji. Polecam także zapisanie się na mojego Newslettera – wtedy nie umknie Ci żaden odcinek tego bloga, a także polubienie mnie na Facebook-u i Instagramie.
Zdjęcie główne wykonałem w Atlantis.
Copyright © 2022-2024 Rafael del Viaje
Wiele wątków, trudno się odnieść do kazdego ale dobrze ze takie problemy są poruszane.
Z tymi odciskami palców może- to już telefon proponuje jako sposób odblokowania czy też bank jako sposob do logowania. Trochę az strach bierze, czy jakiś haker tego jakos nie przechwyci.
W tym artykule wskazałem jedynie kilka przykładów nowoczesnych technologii cyfrowych, które mogą być wykorzystane przeciwko nam. Jednak przykładów takich niebezpiecznych narzędzi w rękach państwa znam wielokrotnie więcej. Gdybym tylko wymienił i krótko opisał połowę z nich to nie byłby już wówczas (tylko) artykuł na blogu (jednak dość długi), ale pokaźna książka. Zgadzam się – oczywiście, że istnieje spore prawdopodobieństwo przechwycenia odcisków palców przez niepowołane osoby i ich niecnego wykorzystania.
Oczywiście ta cyfryzacja itp. ma swe pozytywne strony. Nie musisz nosić jakiejś tam karty do biblioteki, bo masz w telefonie itp. Ale z drugiej strony – co jak się ten telefon nie daj Bóg zepsuje, rozbije itp. Jesteś jak bez ręki, bo tam masz wszystko. A nawet jak internetu „nima”, to problem.
Faktycznie utrata telefonu przez taką „cyfrową osobę” powoduje, że staje się ona bezbronna jak niemowlę. Zgadzam się, że cyfryzacja ma też i pozytywne strony, a ponadto jest ona także wygodna – gdyby tak nie było to ludzie tak „ochoczo” w to by nie wchodzili. Podkreślam, że nie jestem przeciwnikiem nowoczesnych technologii (wręcz przeciwnie), ale uważam, że powinno się je używać z głową, a także ostrożnie (szczególnie trzeba chronić swoje dane osobowe i bez powodu ich nie podawać). Uważam przede wszystkim, że powinniśmy mieć wolny WYBÓR odnośnie ich stosowania (zawsze powinna być jakaś alternatywa), a nie być przymuszani do używania. A Państwu powinniśmy ograniczyć do minimum możliwość stosowania niebezpiecznych technologii cyfrowych (kiedy jest to bezwzględnie konieczne), gdyż dając im zbyt wiele kompetencji w tym zakresie możemy pewnego dnia obudzić się w Nowym Wspaniałym Świecie (Totalitarnym).
Dzień dobry, bardzo dziękuję za ten ciekawy artykuł, szukałem informacji odnośnie przymusu podawania odcisków palców przy odnawianiu dowodu osobistego. Czy mogę prosić o kontakt na miala, bo mam pytanie w tej sprawie, ale nie na forum?
Z góry dziękuję, pozdrawiam Kuba
Dziękuję za zainteresowanie tematem. Kontakt mailowy do mnie znajduje się na blogu w zakładce „O mnie” na samym dole…
Zadałem sobie pytanie czy ludzkość jest w stanie walczyć z totalitaryzmami. Po przeczytaniu twojego ostatniego artykułu dochodzę do wniosku – NIE MA SZANS.
Na obecnym etapie jeszcze jest w stanie. Natomiast trzeba się jak najszybciej obudzić i zabrać państwu te wszystkie cyfrowe narzędzia kontroli, dopóki jeszcze nie jest za późno. Później to też będzie możliwe, ale znacznie trudniejsze. Dlatego budźmy świadomość społeczeństwa. Pozytywistyczna praca u podstaw zawsze była najskuteczniejszym narzędziem…
Do listy dopisałbym plan wdrażania przymusu korzystania z „usług” e-administracji (np obowiązkowy cyfrowy dziennik budowy), KSeF oraz rejestry takie jak system informacji finansowej, system informacji medycznej a także powiązany z nimi przymus wystawiania skierowań i recept jedynie w formie elektronicznej (od odpowiednio 2021 i 2020 roku) oraz system informacji oświatowej (GIGANTYCZNY rejestr obejmujący masę danych, w tym wrażliwych, wszystkich obywateli „uczestniczących” w obligatoryjnym systemie edukacji od pierwszego dnia przedszkola do ostatniego dnia szkoły średniej bądź technikum plus pięć lat), a także system rozpoznawania tablic rejestracyjnych który w poszczególnych miastach co prawda jest dopiero wdrażany (ostatnio warszawa) ale drogi pomiędzy miejscowościami są już nim obstawiane od 2016 lub 2017 roku przez kas.
Żyjemy de facto w kraju totalitarnym ale bolakom to zwisa.
W pełni się z Panem zgadzam. Wskazałem kilka przykładów, ale oczywiście nie jestem w stanie wymienić wszystkich. Wszystkie podane przez Pana rejestry są narzędziem inwigilacji. Za szczególnie niebezpieczne uważam e-faktury, czyli KSeF. E-faktury dają bowiem rządowi możliwość całkowitej kontroli każdego obywatela. Dzięki niemu oni będą mogli jednym kliknięciem myszki sprawdzić np. ile miesięcznie prądu konsumujemy, co konkretnie zamówiliśmy na allegro, ile zużyliśmy wody, co pijemy, jakie gazety czytamy, czy też ile pieniędzy wydaliśmy w danym miesiącu na benzynę. Tak daleko idąca wiedza ze strony urzędów nie jest im do niczego potrzebna i stanowi rażące naruszenie naszego prawa do prywatności.
Cyfrowe państwo ma pomóc władzy wprowadzić totalitaryzm. Przykładowo, u naszych sąsiadów przepisy dotyczące służby wojskowej dotychczas wymagały osobistego dostarczania zawiadomień poborowym i rezerwistom powołanym do służby. Zgodnie z nową ustawą zawiadomienia wydawane przez terenowe wojskowe komisje poborowe nadal będą przesyłane pocztą, ale będą uznawane za ważne od momentu umieszczenia ich na państwowym portalu usług elektronicznych, gdzie każdy obywatel ma swój profil. Powołani, którzy nie stawią się do poboru na wezwanie on-line, nie będą mogli opuszczać kraju, zostaną zawieszone ich prawa jazdy i ograniczone możliwości prowadzenia działalności gospodarczej. Patrz https://www.bankier.pl/wiadomosc/Putin-zezwolil-na-elektroniczne-zawiadomienia-o-poborze-do-wojska-8523447.html
To bardzo trafny przykład, który w sposób obrazowy uzmysłowi ludziom, jak niebezpieczna może być cyfryzacja państwa… Dziękuję, Panie Wojtku.
Mój znajomy na skutek niewłaściwego adresu do korespondencji, nie otrzymał wezwania do uregulowania zaległości finansowych co skutkowało zablokowaniem konta a więc niemożliwością spłacenia długu. Genialnie absurdalne albo absurdalnie genialne.
PS: Jak mawiał nasz Wielki Filozof Lech Wałęsa ’ trza zabrać małpie brzytwe’
Dziś Twój znajomy w takiej sytuacji może jeszcze płacić banknotami. W razie zlikwidowania gotówki i zablokowania kont nie będzie mógł kupić nawet chleba… Dlatego trzeba walczyć o jej istnienie…