IZRAEL TROPEM BIBLII
Cz. 1. Betlejem – miejsce narodzenia Jezusa

  • by

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Ewangelia wg św. Łukasza, Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum, Łk 2, 1-7).

Szopka Bożonarodzeniowa w św. Katarzyny Aleksandryjskiej

Betlejem

Betlejem to 30-tysięczne miejscowość położona na obszarze Autonomii Palestyńskiej, leżąca około 10 km od Jerozolimy. Wprawdzie nazwa miasta dosłownie oznacza „Dom Chleba”, jednak znane jest ono na całym świecie jako miejsce narodzenia Jezusa Chrystusa. Tak naprawdę to rodzice Jezusa mieszkali w położonym w dalekiej Galilei Nazarecie, jednak musieli oni udać się w podróż do Betlejem na powszechny spis ludności zarządzony przez okupacyjne władze rzymskie, zaś Jezus urodził się akurat podczas tej podróży. Miasto jest zatem historyczne i bardzo stare (wspomina o nim. m.in. starotestamentowa Księga Rut), zaś aktualnie zamieszkują w nim głównie Palestyńczycy (w większości muzułmanie, ale sporo jest też i chrześcijan). Ze względu zatem na narodzenie Jezusa w tym mieście (a także z kilku innych powodów) postanawiam odwiedzić Betlejem.

Betlejem w południe

Miasto

Ze względu na nagłe pogorszenie się sytuacji politycznej grożące wybuchem rebelii oraz wściekłe tłumy Palestyńczyków na ulicach protestujących naprzeciw luf izraelskich żołnierzy, postanawiam natychmiast opuścić Jerozolimę. Wsiadam do starego i rozklekotanego autobusu pełnego Palestyńczyków i dojeżdżam do tzw. checkpoint-u, czyli takiej quasi granicy pomiędzy Izraelem a Palestyną (Palestyna stanowi jedynie Autonomię w ramach Izraela, a nie odrębne państwo). Jest to jedno z najbardziej strzeżonych „przejść granicznych” świata, które stanowi jednak dość ponury widok. Pełno tu murów, drutów kolczastych i metalowych bramek, zaś samo przejście przez checkpoint trwa od kilkunastu do kilkudziesięciu minut, w trakcie którego przechodzący są szczegółowo kontrolowani. Na szczęście mam europejski paszport, a zatem przechodzę to w miarę sprawnie.

Przed checkpoint-em między Izraelem z Autonomią Palestyńską

Wreszcie wychodzę na palestyńską stronę i znajduję się w Betlejem. Od razu kilku miejscowych naganiaczy próbuje namówić mnie na skorzystanie z ich taksówki. Odmawiam. Przy takim upale w środku lipca trzeba poruszać się wyłącznie w cieniu, co też czynię. Podążając pieszo po Betlejem uważnie obserwuję specyfikę miasta. Sama zabudowa jest tu jasna, zaś większość budynków zbudowana została z białego lub kremowego kamienia albo z cegły. Od razu zauważam, że Palestyńczycy są znacznie biedniejsi niż mieszkańcy Izraela, przy czym na ulicach widać mnóstwo ludzi – zarówno zapracowanych miejscowych, jak też i pielgrzymów z całego świata. Samo miasto jest dość mocno górzyste, co dodaje mu niesamowitego uroku, ale też kosztuje mnie więcej potu. Dźwigam bowiem dość ciężki plecak. Najpierw zatem czekają mnie strome podejścia pod górę, aby zaraz potem przekształcić się w ostre zejścia we dół. Po drodze widzę liczne sklepy i stragany zaopatrzone w rozmaite towary bliskowschodnie i dewocjonalia. Oczywiście wszędzie stoi mnóstwo dość niedbale zaparkowanych samochodów. Przechodzę obok świeżo upieczonych chlebków, kuszących mnie swoim aromatycznym orientalnym zapachem. Nie mogę się powstrzymać i kupuję jeden pachnący bochenek.

Pachnące bochenki chleba sprzedawane na ulicy Betlejem

Po pewnym czasie wchodzę na centralny plac zwany Placem Bożego Narodzenia. Od razu zauważam z jednej strony Bazylikę Narodzenia Pańskiego, natomiast z drugiej strony zabytkowy meczet wraz z dwa razy większym minaretem, a między nimi Betlejemskie Centrum Pokoju. Plac ten przypomina nasz rynek i na pewno pełni centralną rolę w mieście.

Bazylika Narodzenia Pańskiego o północy

Bazylika Narodzenia Jezusa

Słońce świeci niezwykle mocno, upał staje się nie do zniesienia, a na jasnoniebieskim niebie nie widać ani kawałka chmury. Nic dziwnego – temperatura przekracza 45 stopni Celsjusza – w końcu to połowa lipca. Stojąc na centralnym placu Betlejem kieruję mój wzrok na Bazylikę Narodzenia Jezusa – zbudowaną z jasnego, grubego kamienia. Udaję się w kierunku świątyni przechodząc po śliskim i nagrzanym podłożu. Kiedyś do świątyni prowadziły trzy bramy, z których dwie zamurowano i pozostawiono tylko jedną. Aby wejść do Bazyliki nie mam więc wyboru – muszę kucnąć i przejść przez niezwykle niską i wąską Bramę Pokory, która ma około 120 cm wysokości i 80 cm szerokości. Droga taka ma podwójne uzasadnienie: z jednej strony oznacza pokorę w obliczu Boga zmuszającą do schylenia się – a nawet przyklęknięcia – przed Nim, zaś z drugiej strony chroniła ona w przeszłości bazylikę przed najazdami uzbrojonych wojowników muzułmańskich na koniach.

W Bramie Pokory

Po przejściu przez tę bramę znajduję się w znacznie chłodniejszym i przyjemniejszym miejscu, tj. wczesnochrześcijańskiej pięcionawowej bazylice, zbudowanej nad miejscem narodzenia Jezusa Chrystusa. Świątynia jest prawosławna, co widać po jej wystroju i architekturze oraz ikonach i obrazach charakterystycznych dla obrządku wschodniego. Niestety nie mogę podziwiać całego jej piękna, gdyż aktualnie w części bazyliki odbywa się remont.

Ołtarz w Bazylice Narodzenia Pańskiego

Dotknięcie miejsca narodzenia Jezusa

Ogromny tłok, który z minuty na minutę powiększa się. Tłumy stoją ściśnięte wokół miejsca, dookoła słyszę język hiszpański, angielski, francuski i mnóstwo innych. Nic dziwnego – ta krypta znajdująca się pod ołtarzem to Grota Narodzenia – jedno z najbardziej uczęszczanych miejsce pielgrzymkowych na świecie. W krypcie mieści się bardzo ograniczona liczba osób, dlatego ruch jest jednokierunkowy – wejście z jednej strony, zaś wyjście z drugiej. Wreszcie nadchodzi moja kolej. Schodami w kształcie półkola schodzę mocno w dół przechodząc przez ozdobione kolumnami marmurowe wejście krypty, nad którym wisi piękny prawosławny obraz Madonny z Jezusem. Krypta jest niewielka, ma kształt prostokąta o długości 12 metrów i szerokości 3,5 m. W samym środku krypty moim oczom ukazuje się miejsce narodzin Jezusa. Aby go dotknąć trzeba się do niego schylić i klęknąć, gdyż znajduje się ono w marmurowym, niewielkim ołtarzu w kształcie półkola, nie wyższym niż 1 metr. Oczywiście ustawia się tu następna kolejka ludzi. Na marmurowej podłodze położona jest 14-ramienna metalowa gwiazda koloru srebrnego – miejsce Bożego Narodzenia. Nad gwiazdą wiszą piękne prawosławne lampy oliwne, nieustannie świecące żółtą i czerwoną barwą. Dotykam więc gwiazdy umieszczonej w miejscu narodzenia Jezusa i czuję jakbym znajdował się w centrum jednego z najważniejszych miejsc w historii świata. Ogarnia mnie niezwykła radość w sercu. Miejsce, które dotąd kojarzyło mi się ze świątecznymi kolędami – często nieco baśniowymi – staje się dla mnie czymś realnym i namacalnym.

Dotykam miejsca Narodzenia Jezusa

Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej

Następnie zwiedzam dalej bazylikę i zatrzymuję się dłużej przy pięknym prawosławnym ołtarzu. Dalej jednak znajduje bezpośrednie przejście do drugiej świątyni – franciszkańskiego kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Przechodzę przez drzwi dzielące prawosławną bazylikę od katolickiego kościoła i od razu trafiam na piękny oświetlony słońcem dziedziniec, w środku którego stoi śliczna bożonarodzeniowa szopka przedstawiająca hołd składany przez Trzech Króli Dzieciątku Jezus. Potem wchodzę do długiego kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej, w którym akurat odprawiana jest msza święta w języku włoskim.

Msza św. w Kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej

Najważniejszą atrakcją kościoła są jednak znajdujące się po prawej stronie schody prowadzące do podziemi. Schodzę więc nimi w dół i odkrywam pięć bardzo starych grot, sąsiadujących bezpośrednio z Grotą Narodzenia. Groty te – pamiętające jeszcze czasy pierwszych chrześcijan, zbudowane są z kamienia i czuć w nich spory chłód (tak przyjemny w upalnym dniu). W każdej grocie znajduje się kamienny ołtarz poświęcony konkretnemu świętemu. Są to: Grota św. Józefa, Grota świętych Młodzianków, Grota świętych Pauli i Eustochii, Grota św. Hieronima oraz Cela św. Hieronima. Spędzam w nich około pół godziny i postanawiam wyjść na zewnątrz. Od razu uderza mnie fala ciepła, ale tym razem udaję się na posiłek.

Grota pod Kościołem św. Katarzyny Aleksandryjskiej

Jeżeli podoba Ci się idea niniejszego bloga to proszę o jego udostępnienie, polubienie lub skomentowanie – dzięki temu ma on szanse dotarcia do szerszego kręgu odbiorów, a być może wśród nich są osoby, które bardzo potrzebują zawartych w nim informacji. Polecam także zapisanie się na mojego Newslettera – wtedy nie umknie Ci żaden odcinek tego bloga.

Copyright © 2020 Rafael del Viaje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *