Przejdź do treści

Podróże ku wolności

Ekonomia współdzielenia – atak na własność czy racjonalne rozwiązanie?

    W ostatnich latach ogromnie na popularności zyskuje tzw. ekonomia współdzielenia (z ang. sharing economy). Jest to coraz silniejszy trend w gospodarce. Najogólniej mówiąc, polega ona na tym, że zamiast nabywać dany towar lub usługę na własność, wynajmuje się je w zamian za czynsz lub jakąś opłatę.

    Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia odnośnie ekonomii współdzielenia. Na pierwszy rzut oka, wydaje się ona bowiem sensowna, gdyż pozwala na bardziej optymalne wykorzystywanie rzeczy i płacenie tylko za ten czas, w którym rzeczywiście z niej korzystamy. Do pewnego stopnia jest to zrozumiałe.

    Z drugiej jednak strony, nie możemy pomijać negatywnych aspektów gospodarki współdzielenia. Przykładowo, jeżeli państwa i wielkie korporacje zbyt mocno pójdą w tym kierunku (a obecnie coraz bardziej na to wygląda), to może niedługo okazać się, że tradycyjna ekonomia – oparta na prawie własności – zostanie przywilejem jedynie osób bardzo bogatych. Wówczas całkowicie utracimy własność większości rzeczy, które jeszcze dziś są nasze i znajdziemy się „na sznurku” wielkich korporacji. Innymi słowy, pozostanie nam rola najemcy, użytkownika, subskrybenta, czy też abonenta.

    A to w istocie własność decyduje o tym, że jesteśmy niezależni od innych i możemy budować szeroką klasę średnią w naszym społeczeństwie, która tworzy bogactwo państwa. Na temat klasy średniej więcej przeczytasz w moim artykule pt. Czym jest klasa średnia w Polsce i dlaczego państwo jej tak nienawidzi?

    Przykłady ekonomii współdzielenia

    Aby Wam uzmysłowić, jak często obecnie spotykamy się z ekonomią współdzielenia, podam kilka konkretnych przykładów.

    Już od co najmniej kilku lat w wielu miastach Polski (i świata) można pożyczyć rower na czas (najczęściej na minuty) w zamian za określoną opłatę. Na podobnej zasadzie działa też możliwość wypożyczenia hulajnogi elektrycznej.

    Natomiast od 2008 roku prywatni gospodarze mogą wynajmować swoje pokoje, mieszkania lub domy w ramach popularnej platformy Airbnb.

    Kolejnym przykładem gospodarki współdzielenia jest Netflix. Działa on głównie na zasadzie abonamentu (np. miesięcznego), gdzie użytkownicy płacą określoną kwotę za czasowy dostęp do filmów video.

    Z kolei firma Uber umożliwia współdzielenie przejazdów samochodem. Kierowcy oferujący usługi dzielonej jazdy mogą podjąć pasażerów, którzy korzystają z aplikacji Uber, a płatność odbywa się elektronicznie.

    Natomiast platforma BlaBlaCar umożliwia współdzielenie długodystansowych podróży samochodem. Kierowcy i pasażerowie zainteresowani wspólnymi przejazdami mogą zarejestrować w tym serwisie swój profil. Jeśli zatem np. wybieram się swoim samochodem z Wrocławia do Gdańska, to mogę na tej platformie umieścić informację na ten temat. Dzięki temu osoby podróżujące w tym samym kierunku mogą się poznać i dzielić koszty podróży.

    Jak przedstawia s zalety ekonomii współdzielenia?

    Muszę przyznać, że gospodarka współdzielenia niewątpliwie ma kilka dobrych stron. Wśród nich jej zwolennicy wymieniają m. in. następujące zalety:

    1) oszczędność pieniędzy

    Dzielenie się zasobami z innymi może pomóc nam zaoszczędzić pieniądze na zakupie przedmiotów, których używamy jedynie okazjonalnie, tj. od czasu do czasu. Przykładowo, zamiast kupować narty, na których jeździmy tylko raz w roku, możemy je wypożyczyć na okres, gdy tylko je potrzebujemy.

    Ponadto, współdzielenie zasobów często wiąże się z niższymi kosztami dla użytkowników, ponieważ mogą oni z nich korzystać bez konieczności ponoszenia pełnych opłat związanych z własnością danej rzeczy (np. koszt przeglądu samochodu, obowiązkowego ubezpieczenia OC, podatku od nieruchomości, itp.).

    Z drugiej jednak strony warto mieć na uwadze to, że wynajmujący na pewno wliczy te koszty w cenę wypożyczenia danej rzeczy, a zatem tak naprawdę je zapłacimy, tylko że proporcjonalnie do czasu jej używania.

    2) bardziej optymalne wykorzystanie zasobów

    Ekonomia współdzielenia umożliwia bardziej optymalne wykorzystanie zasobów, których używamy jedynie przez określony procent czasu. Jeśli korzystamy z jakiegoś przedmiotu stosunkowo krótko, to dzięki temu modelowi gospodarczemu ktoś inny może go wykorzystywać wówczas, gdy my go nie używamy.

    Przykładowo, jeśli wybieram się swoim samochodem do Suwałk i mam jeszcze 4 wolne miejsca, to dzięki ekonomii współdzielenia mogę je odpłatnie udostępnić osobom, które jadą w tym samym kierunku.

    Z kolei jeśli chciałbym raz w roku wybrać się kamperem na tygodniowe wakacje z rodziną, to niekoniecznie muszę go kupować na własność, aby potem przez 51 tygodni w roku stał on nieużywany w garażu. Wystarczy bowiem, że wypożyczę go na tydzień.

    3) łatwiejsza dostępność wielu dóbr (dotąd nieosiągalnych)

    Dzięki ekonomii współdzielenia, ludzie zyskują łatwiejszy dostęp do różnorodnych produktów i usług, których nigdy by nie nabyli na własność (bo ich na to nie stać albo po prostu ich nie potrzebują).

    Przykładowo, nie widzę sensu zakupu konia (ani też nie mam miejsca, tj. stajni, gdzie mógłbym go trzymać), dlatego też płatna przejażdżka na tym pięknym zwierzęciu jest dla mnie wystarczająca.

    Inny przykład: Nie stać mnie na zakup motorówki, ale za rozsądne pieniądze chętnie wypożyczyłbym ją sobie na jeden dzień, aby zobaczyć, jak się nią jeździ.

    4) większa elastyczność

    W niektórych wypadkach wypożyczenie pewnych towarów i usług daje większą elastyczność niż nabycie ich na własność.

    Przykładowo, łatwiejsze jest wynajęcie mieszkania w danej miejscowości, a następnie – w razie nagłej potrzeby – wypowiedzenie najmu i przeprowadzka do innego miasta lub kraju (np. za pracą, za ukochaną kobietą) niż jego zakup. Nabycie nieruchomości na własność wiąże się bowiem z określonymi obowiązkami, zaś jej sprzedaż jest sformalizowanym i czasochłonnym procesem.

    Inny przykład: jeśli przyjechałem na 5 dni na Ibizę, to nie będę kupował roweru na własność. Dobrym pomysłem jest jednak jego wypożyczenie na ten okres i zwiedzenie tej wyspy.

    5) innowacyjność

    Często firmy działające w ramach ekonomii współdzielenia wprowadzają innowacje, dostarczając nowe i efektywne rozwiązania i technologie na rynku, co przyczynia się do postępu w różnych dziedzinach (np. Uber, Airbnb, Netflix itp.).

    6) redukcja ilości niepotrzebnych rzeczy

    Ekonomia współdzielenia zmniejsza potrzebę posiadania wielu przedmiotów na stałe, co może prowadzić do bardziej rozsądnego stylu życia.

    Przykładowo: Po co mam trzymać w piwnicy deskę surfingową lub kajak, skoro korzystam z nich tylko raz na rok i mogę je wtedy wypożyczyć?

    Czy ekonomia współdzielenia to nowy pomysł?

    Warto pamiętać, że ekonomia współdzielenia nie jest jakimś nowym pomysłem ostatnich lat (tj. XXI wieku), ale tak naprawdę istnieje z nami od bardzo dawna.

    Dobrym przykładem są tu biblioteki, z których ludzkość korzysta od tysięcy lat. Istniały one bowiem już w starożytnym Egipcie, Chinach, czy też Mezopotamii. A przecież pożyczanie książek to nic innego jak gospodarka współdzielenia.

    Podobnie zresztą wygląda sprawa z najmem nieruchomości (domu lub mieszkania). Wprawdzie umowa najmu była powszechna już w starożytnym Rzymie, ale z pewnością odpłatne korzystanie z cudzego lokalu funkcjonowało na świecie znacznie wcześniej.

    W wielu społecznościach rolniczych na przestrzeni wieków, ludzie dzielili się dostępem do wspólnych pól uprawnych. Każdy rolnik mógł korzystać z tych pól, aby zwiększyć wydajność uprawy. Z kolei wśród hodowców zwierząt, wspólne pastwiska były powszechną praktyką. Hodowcy dzielili się dostępem do pastwisk, aby zapewnić swoim zwierzętom odpowiednie tereny do żerowania.

    Natomiast w małych społecznościach (sąsiedzi, krewni, mieszkańcy wsi) od tysięcy lat ludzie dzielili się różnymi przedmiotami, narzędziami lub usługami w ramach tzw. sąsiedzkiej pomocy.

    Z kolei na początku lat 90-tych XX wieku bardzo popularne były wypożyczalnie kaset video (VHS), które w tym czasie przynosiły ich właścicielom spory dochód.

    Warto też wiedzieć, że powszechny dziś leasing samochodów, to też przykład ekonomii współdzielenia. Pamiętajmy bowiem, że osoba biorąca auto w leasing (czyli leasingobiorca) nie jest jego właścicielem. Ma on bowiem jedynie prawo do korzystania (użytkowania) przedmiotu leasingu za określone płatności w postaci czynszu leasingowego (inną kwestią jest to, że po zakończeniu leasingu może go kupić na własność).

    Czym różni się dzisiejsza ekonomia współdzielenia od „tradycyjnej”?

    Jednak dzisiejsza ekonomia współdzielenia znacznie różni się od tej „tradycyjnej”, która jest z nami od tysięcy lat.

    Związane jest to głównie z postępem technologicznym, globalizacją, ekspansją wielkich korporacji i zmianami w modelach biznesowych. Jakie zatem są jej najważniejsze cechy charakterystyczne?Poniżej wskażę najważniejsze z nich:

    1) oparcie na internecie i nowoczesnych technologiach

    Współczesna gospodarka współdzielenia głównie opiera się na platformach internetowych, aplikacjach mobilnych i technologiach cyfrowych. Umożliwia znacznie szybsze i łatwiejsze powiązanie ze sobą dostawców i odbiorców dóbr i usług oraz efektywniejsze zarządzanie tymi zasobami. Przykładem tego są takie platformy jak: Booking.com, Netflix, czy też Uber.

    2) globalny zasięg

    Dzisiejsze platformy internetowe, działające na zasadzie ekonomii współdzielenia, funkcjonują na skalę globalną, dzięki czemu ludzie na całym świecie mogą korzystać z ich usług. Za sprawą technologii cyfrowej współdzielenie zasobów jest dostępne dla każdego, kto ma dostęp do Internetu, bez względu na to, gdzie mieszka. Przykładem tego są takie marki jak: Airbnb, Bolt, Spotify, czy też Fiverr. Niedawno za pośrednictwem tej ostatniej sam korzystałem z usługi, którą wykonał mi człowiek zamieszkały w Pakistanie.

    W przeciwieństwie do tego tradycyjne formy gospodarki współdzielenia zazwyczaj były regionalne i opierały się na lokalnych społecznościach (np. wypożyczalnia nart w Karpaczu).

    3) abonamenty i modele subskrypcyjne

    We współczesnej ekonomii współdzielenia bardzo popularne są modele subskrypcyjne i abonamentowe polegające na tym, że użytkownicy płacą stałą opłatę miesięczną za dostęp do różnych usług, takich jak np. streaming filmów wideo, wydarzeń sportowych, muzyki, czy też e-booków. Jest to rozwiązanie bardzo korzystne dla dostawców (z reguły wielkich korporacji), gdyż w ten sposób zapewniają oni sobie stały i przewidywalny dochód przez dłuższy czas. To zupełnie inny model niż tradycyjne opłaty za jednorazowe transakcje.

    Czym zaś różni się subskrypcja od abonamentu? Otóż abonament oznacza zawarcie umowy na czas określony (np. na 2 lata) i obowiązek płacenia przez ten czas za dany przedmiot lub usługę, np. w miesięcznych ratach. Z kolei istotą subskrypcji jest to, że klient nie podpisuje umowy na czas określony, więc w każdym momencie może zrezygnować z usług danej firmy.

    4) wirtualizacja własności

    Dzisiejsza ekonomia współdzielenia często zakłada tzw. wirtualizację własności, gdzie ludzie korzystają z usług na zasadzie dostępu, a nie fizycznego posiadania (np. dostęp do filmów na Netflixie lub też do gier komputerowych na platformie Steam).

    Oznacza to, że niektóre dobra lub usługi traktowane są jako dostępne w dowolnym momencie, a nie jako fizyczny przedmiot w naszym posiadaniu (np. filmy lub gry komputerowe na płycie DVD).

    5) system ocen i recenzji

    Współczesne platformy ekonomii współdzielenia bardzo często korzystają z systemów ocen i recenzji, które pozwalają użytkownikom dzielić się swoimi doświadczeniami z zakupionym towarem lub usługą i budować reputacje dostawców tych dóbr.

    Zjawisko to z reguły nie miało równie rozwiniętej formy w tradycyjnych praktykach współdzielenia.

    6) łatwość dostępu

    W przeszłości, aby skorzystać z ekonomii współdzielenia, trzeba było znać osobę (osobiście lub przez kogoś), która miała do zaoferowania jakieś dobro lub usługę. Dzisiaj, dzięki platformom internetowym, każdy „kliknięciem myszki” może znaleźć to, czego potrzebuje. Platformy te ogromnie ułatwiają wyszukiwanie ofert współdzielenia, kontakt z usługodawcami i dokonywanie płatności.

    I tak przykładowo, kiedyś ludzie dzielili się samochodami z przyjaciółmi lub rodziną. Z kolei obecnie można wypożyczyć samochód od nieznajomego za pośrednictwem platformy internetowej, takiej jak Uber czy Bolt.

    7) niepracownicza forma zatrudnienia

    W wielu przypadkach, szczególnie w branży transportowej, pracownicy w modelach ekonomii współdzielenia często są traktowani jako niezależni kontrahenci, a nie tradycyjni pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę.

    W jakich sytuacjach ekonomia współdzielenia jest według mnie uzasadniona?

    Mimo, że mam spore zastrzeżenia co do ekonomii współdzielenia, uważam, że w pewnych sytuacjach jest ona jednak korzystna i uzasadniona. Oto takie przypadki:

    1) najem rzeczy, z których korzysta się sporadycznie lub rzadko

    W przypadku rzeczy, z których korzystamy sporadycznie lub rzadko, nabycie ich na własność może być nieopłacalne. Wynika to z faktu, że musimy ponieść wysoki koszt ich zakupu, nawet jeśli będziemy z nich korzystać tylko przez krótki czas. W takich przypadkach warto rozważyć wypożyczenie takiego przedmiotu. Dzięki temu zapłacimy tylko za czas, w którym faktycznie z niego korzystamy.

    I tak przykładowo, jeśli lubimy raz w roku wyjechać na tygodniowe wakacje kamperem, możemy wynająć go na ten okres. Dzięki temu zaoszczędzimy spore pieniądze, które musielibyśmy wydać na jego zakup i utrzymanie, gdybyśmy zdecydowali się mieć go na własność. Jeżeli jednak planujemy podróżować kamperem przez kilka miesięcy w roku, to zapewne bardziej opłacalne będzie jego nabycie. Podobnie może wyglądać sytuacja z zakupem żaglówki lub motorówki.

    2) najem rzeczy podczas pobytu poza miejscem zamieszkania

    Jeśli wyjeżdżamy na wakacje, nie musimy zabierać ze sobą wszystkich potrzebnych nam rzeczy. W wielu przypadkach możemy wynająć je na miejscu.

    Przykładowo, jeśli wybieramy się na tygodniowy urlop na Maderę, możemy wynająć samochód lub rower na miejscu. Dzięki temu, nie musimy kupować lub przewozić własnego środka lokomocji.

    3) wynajmowanie komuś rzeczy, których nie potrzebujemy przez cały czas

    Popatrzmy teraz z punktu widzenia właściciela. Jeśli posiadamy jakieś dobra, których nie potrzebujemy przez cały czas, możemy je wynająć innym osobom. Dzięki temu zarobimy pieniądze, które możemy przeznaczyć na inne cele.

    I tak przykładowo, jeśli mamy przyczepę kempingową, a korzystamy z niej sporadycznie, możemy ją wynająć na wakacje.

    4) kiedy nam się to bardziej opłaca finansowo

    W niektórych przypadkach zakup danego dobra może być nieopłacalny z czysto finansowego punktu widzenia. Wynika to z faktu, że koszt jego zakupu jest wysoki, a wypożyczenia niski (nawet jeśli potem sprzedamy ten przedmiot jako używany). Wówczas warto rozważyć wynajem danego dobra.

    Sytuacja taka może wystąpić w wielu przypadkach, ale w tym wypadku posłużę się przykładem nieruchomości. W Polsce utarło się przekonanie, że zawsze lepiej ją kupić niż wynajmować. Tymczasem w państwach zachodnich ludzie uważają, że nie jest to takie oczywiste.

    Moim zdaniem, nierzadko tak jest w przypadku domów jednorodzinnych poza wielkimi aglomeracjami, które wprawdzie są drogie w zakupie, ale nie jest już tak łatwo je komuś wynająć jak mieszkanie (mały popyt). Powoduje to spadek wysokości czynszów i niższą rentowność. Może zatem zdarzyć się taka sytuacja, że w danej miejscowości bardziej opłaca się wynająć dom od właściciela niż go kupić, albowiem:

    – cena jego zakupu jest bardzo wysoka,

    – cena wynajmu jest niska,

    – oprocentowanie kredytu hipotecznego (suma marży banku i stopy procentowej) jest wysokie.

    5) najem rzeczy, na której zakup mnie nie stać

    Niektóre rzeczy są dla mnie zbyt drogie, i po prostu nie stać mnie na nie. W takich przypadkach można rozważyć ich wynajem. Jednak pamiętajcie, że pożyczanie rzeczy, które są poza Waszym zasięgiem finansowym, ma sens tylko w wyjątkowych wypadkach.

    Podam dość abstrakcyjny przykład: Nie stać mnie na zakup ultradrogiego samochodu, jakim jest Ferrari. Natomiast, jeśli chciałbym przejechać się autem tej marki (i np. „zaszpanować przed dziewczynami”), to mógłbym go wypożyczyć na godzinę, co kosztuje 1.300 zł.

    Tu zastosowanie ekonomii współdzielenia uważam za nieuzasadnione. Dlaczego? Bo pożyczenie Ferrari w tym wypadku to zwykłe spełnienie głupiej zachcianki, które kosztuje ekstremalnie dużo.

    Trzeba jednak odróżnić powyższą sytuację od tej, kiedy najem przedmiotu, na który mnie nie stać, stanowi spełnienie moich marzeń (w tym wypadku na dalszy bieg schodzą czynniki ekonomiczne, a często rzeczywiście warto podążyć za marzeniem).

    Natomiast najem rzeczy, na którą wprawdzie mnie nie stać, ale którą rzeczywiście potrzebuję, uważam za jak najbardziej uzasadniony.

    Przykładowo, posiadasz pole zasiane zbożem i aby je szybko zebrać, potrzebowałbyś kombajnu. Nie stać Cię jednak na jego zakup, gdyż kosztuje on około 2 mln złotych. Jak najbardziej zasadne jest wówczas jego wypożyczenie, które – wraz z godziną pracy operatora kombajnu – kosztuje 50 zł.

    6) najem dóbr ze względu na większą elastyczność

    Ekonomia współdzielenia może być również korzystna ze względu na większą elastyczność niż w przypadku zakupu danego dobra. W jakich sytuacjach ma to miejsce?

    Przykładowo, w określonych przypadkach wynajęcie mieszkania pozwala na większą elastyczność. Ma to miejsce wówczas, gdy często zmieniamy pracę, miejscowość lub kraj zamieszkania, albo też jeszcze nie zdecydowaliśmy, gdzie chcemy osiąść na stałe.

    Niebezpieczeństwa płynące z ekonomii współdzielenia

    Uważam, że mimo istotnych zalet, nie można też pomijać wielu wad i zagrożeń płynących z gospodarki współdzielenia. Jakie one są:

    1) Stopniowa likwidacja własności

    Moim zdaniem, jest to zdecydowanie największe niebezpieczeństwo wypływające z ekonomii współdzielenia. Należy pamiętać, że fundamentem kapitalizmu jest własność.

    Tymczasem ekonomia współdzielenia doprowadza do tego, że właśnie coraz mniej ludzi posiada coś na własność. Innymi słowy, zamiast być właścicielami dóbr, stają się oni zwykłymi najemcami, użytkownikami, subskrybentami, czy też abonentami. A jak wiadomo, prawo własności jest najsilniejszym prawem w stosunku do rzeczy, z którymi uprawnienia innych nie mogą się nawet równać. Dla mnie, jako prawnika, kwestia ta ma kluczowe znaczenie.

    Oznacza to bowiem, że ludzie będą coraz bardziej zależni od innych (np. wielkich korporacji, państwa), aby uzyskać dostęp do tych dóbr. Jest to też szczególnie niebezpieczne dla klasy średniej, która coraz częściej nie jest w stanie pozwolić sobie na zakup dóbr na własność.

    O ile zatem nie ma nic złego w tym, że zamiast zakupu ktoś świadomie pożycza jakąś rzecz, bo mu się to po prostu bardziej opłaca, to zupełnie inaczej wygląda sprawa wówczas, gdy nie ma on wyboru (np. przymus ekonomiczny, prawny, brak alternatywy, itp.).

    2) Stopniowa likwidacja klasy średniej

    Punkt ten jest konsekwencją poprzedniego. Ekonomia współdzielenia może prowadzić do likwidacji klasy średniej, która stała się niezależna m. in. dzięki własności. Wynika to z faktu, że coraz więcej ludzi wynajmuje dobra, zamiast ich kupowania na własność. W rezultacie, tracą oni poczucie własności i bezpieczeństwa, a ich pozycja społeczna i ekonomiczna słabnie.

    3) Coraz częstsze stosowanie modelu abonamentowego lub subskrypcyjnego

    Ekonomia współdzielenia często opiera się na modelu subskrypcyjnym lub abonamentowym. Oznacza to, że ludzie płacą stałe, regularne opłaty za dostęp do dóbr lub usług (np. comiesięczna opłata przez okres 2 lat).

    Model subskrypcyjny lub abonamentowy niewątpliwie jest bardzo korzystny dla przedsiębiorcy (właściciela dobra), gdyż zapewnia mu stały dochód przez dłuższy czas, a także pozwala mu łatwiej planować przyszłe dochody.

    Jednak już niekoniecznie musi on być aż tak korzystny dla użytkownika jego dóbr lub usług (choć czasami też jest). Dlaczego?

    Przede wszystkim, wprowadzenie modelu abonamentowego w obszarach, gdzie wcześniej było coś kupowane (jednorazowo), może oznaczać utratę własności i stać się zagrożeniem dla tradycyjnych modeli biznesowych. Konsument, zamiast posiadać dany produkt, jedynie go wypożycza na czas subskrypcji, co zmienia relację z danym dobrem.

    I tak przykładowo, jeszcze kilka lat temu regułą było nabywanie na własność np. programu komputerowego lub systemu operacyjnego. Po jego zakupie teoretycznie mogliśmy go używać nawet do końca życia. Dobrym przykładem jest tu np. pakiet biurowy Office, który do niedawna można było kupić „na zawsze”, a teraz już w modelu subskrypcyjnym. Podobno istnieją też plany, abyśmy za używanie systemu operacyjnego Windows również musieli płacić co miesiąc.

    Niestety, dziś producenci narzucają nam wszystkim abonamentowy lub subskrypcyjny model płatności. Oczywiście, o ile dla nich stanowi on wspaniałe i pewne źródło stałych przychodów, to jednak dla nas jest to rozwiązanie znacznie mniej korzystne.

    4) Możliwość powstawania monopoli

    Już dziś widać, że ekonomia współdzielenia często może prowadzić do powstawania monopoli wielkich korporacji, które mogą kontrolować dostęp do kluczowych towarów i usług. Wynika to z faktu, że duże firmy mają większe możliwości inwestowania i rozwoju nowych technologii. Oznacza to, że ludzie będą musieli płacić wyższe ceny za dostęp do tych dóbr.

    I tak przykładowo, w 2015 roku Niemiecki Urząd Antymonopolowy (Bundeskartellamt) ostrzegał właściciela portalu rezerwacyjnego Booking.com, że wprowadzi zakaz pewnych klauzul przez nich stosowanych, które uznał za niedozwolone.

    5) Zmiany w prawie, które faktycznie zmuszają ludzi do rezygnacji z nabywania rzeczy na własność i wynajmowania ich

    Czasami jest tak, że sztuczne zmiany prawne uchwalane przez polityków (często pod wpływem jakiegoś lobby) faktycznie zmuszają ludzi do rezygnacji z nabywania rzeczy na własność, które oni by normalnie kupili. Wówczas – jeśli ich nie stać na dobro zamienne preferowane przez władze – wówczas pozostaje im jedynie jego wynajęcie.

    I tak przykładowo, Unia Europejska uchwaliła rozporządzenie, na podstawie którego od 2035 roku w ogóle nie będziemy mogli zarejestrować samochodu z silnikiem spalinowym, tj. na benzynę i diesla, a jedynie pojazd elektryczny. Już teraz powstaje coraz więcej firm, które będą wypożyczać tego typu auta w ramach gospodarki współdzielenia, gdyż – jak wiadomo – są one nieporównywalnie droższe od spalinowych.

    Osoby zainteresowane tym tematem zapraszam do zapoznania się z odcinkiem mojego bloga pt. „NIE dla przymusu samochodów elektrycznych. 15 powodów, dlaczego zakaz samochodów spalinowych jest arcygroźny?”.

    6) Możliwość zablokowania dostępu do określonych dóbr

    Ekonomia współdzielenia może być wykorzystywana do „odłączania od systemu” osób nieposłusznych władzy, niepoprawnych politycznie lub też mających poglądy, które po prostu nie podobają się właścicielowi portalu. Wynika to z faktu, że firmy udostępniające dobra i usługi mogą blokować do nich dostęp osobom, które im nie pasują.

    Przykładowo, tak działo się w latach 2020-2023 na niektórych serwisach video i portalach społecznościowych w stosunku do użytkowników, którzy mieli inne poglądy niż ich właściciele. Słynne stało się wówczas sformułowanie, iż: „Niezależni weryfikatorzy uznali, że…”.

    7) Możliwość narzucania wysokich opłat

    Po wykoszeniu konkurencji, właściciele dóbr i usług udostępnianych w ramach ekonomii współdzielenia mogą narzucać opłaty, jakie chcą. W rezultacie, ludzie mogą być zmuszani do płacenia wysokich cen za to, co wcześniej mieli na własność.

    8) Realizacja wizji: „Nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy”.

    Mam nieodparte wrażenie, że ekonomia współdzielenia może być jednym z narzędzi, które mają doprowadzić do realizacji tej wizji.

    Według twórcy tej ideologii, w przyszłości ludzie będą mieli coraz mniej własności i będą musieli korzystać z usług i dóbr udostępnianych przez korporacje.

    Podsumowanie

    Ekonomia współdzielenia z pewnością posiada wiele zalet, o których starałem się tu uczciwie opowiedzieć. Istnieje także szereg sytuacji, w których skorzystanie z oferowanych przez nią możliwości po prostu jest dla nas korzystne.

    Nie możemy jednak pominąć tego, że ekonomia współdzielenia również stanowi pewne zagrożenie dla ludzkości. Przede wszystkim, powoduje ona to, że ludzie – zamiast być właścicielami dóbr – stają się najemcami, użytkownikami, subskrybentami, czy też abonentami, zależnymi od kogoś innego. Tymczasem to właśnie własność pozwala na niezależność i jest warunkiem koniecznym kapitalizmu.

    Ważne jest zatem, abyśmy byli świadomi zarówno zalet gospodarki współdzielenia, jak też płynących z niej zagrożeń, i podejmowali działania, aby je ograniczyć.

    Najważniejsze jest jednak to, aby gospodarka współdzielenia jedynie uzupełniała tradycyjną ekonomię w racjonalny sposób. W żadnym wypadku nie może ona jednak stać się dominującym modelem gospodarczym, w którym zdecydowana większość ludzi będzie pozbawiona własności. Wówczas bowiem rzeczywiście nie będziemy mieli nic, ale na pewno nie będziemy szczęśliwi.

    Jeżeli podoba Ci się idea tego bloga to proszę o jego udostępnienie, polubienie lub skomentowanie – dzięki temu ma on szanse dotarcia do szerszego kręgu odbiorów, a być może wśród nich są osoby, które bardzo potrzebują zawartych w nim informacji. Polecam także zapisanie się na mojego Newslettera – wtedy nie umknie Ci żaden odcinek tego bloga, a także polubienie mnie na Facebook-u i Instagramie.

    Copyright © 2024 Rafael del Viaje

    6 komentarzy do “Ekonomia współdzielenia – atak na własność czy racjonalne rozwiązanie?”

    1. Rzadko się zdarza, by w sposób tak wyważony i rzeczowy pisano. Niestety wiele tekstów w necie to aktualnie jakieś np. tłumaczenia przez translatory z potworkami językowymi (typu „morze wyrzuciło dwa zwłoki” :(( ) czy też, co do meritum, pieniactwo w jedną czy druga stronę.

      1. Dziękuję Pani Doroto za docenienie mojej pracy. Starałem się popatrzyć na sprawę „z boku” i uczciwie ocenić zarówno plusy, jak tez i minusy ekonomii współdzielenia.

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *